Ratunku! Dorwała nas jelitówka!

wpis w: Zdrowie | 0

antibiotic-1782433_640

Przez ostatnie 2 tygodnie przez naszą rodzinę przewija się tzw jelitówka. Jak zwykle zaczęło się ode mnie i powaliło już chyba każdego kto miał większy kontakt z nami. Dwa dni leżałem w łóżku, ale jak każdy rodzic bardziej przejmowałem się tym czy zarażę Marcinka. Niestety próby izolacji go ode mnie spaliły na panewce, bo godzinę przed pojawieniem się pierwszych wyraźnych objawów Marcinek karmił mnie swoimi racuszkami. W ten sposób rozłożył się nasz Okruszek, zaraz potem przyszła pora na moją Najdroższą. Kolejni w łańcuszku byli dziadkowie i nasz Niań (czyli męski odpowiednik niani). Dzięki błogosławieństwu własnego bloczka recept uniknęliśmy wizyt po przychodniach i szpitalach choć myśl o włączeniu kroplówek u Młodego gdy się rozchorował mocno zaprzątała mi głowę.

Najbardziej dostało się oczywiście najmniejszemu, czyli Marcinkowi. Zaczął klasycznie od wymiotów które na szczęście następnego dnia już ustąpiły. Jednak brak apetytu i luźne kupy były naszą zmorą. Z apetytem wspomagając się biszkoptami i serkiem Danio jakoś sobie radziliśmy, dużo większym problemem były dla nas kupy.

Każdy kto poznał bliżej naszego Marcinka wie, że jest on wyjątkowo żywym dzieckiem. Kiedy na stażu w gabinecie lekarza rodzinnego jedna z mam opowiadała, że jeździ po specjalistach bo u jej 2 letniego dziecka podejrzewa ADHD. Pani doktor (która też jest lekarzem rodzinnym naszego synka) uspokajała ją właśnie porównując go do Marcinka. Więc wierzcie mi, przebranie pieluchy u tak żywego stwora to niełatwa sprawa. Zazwyczaj robimy to we dwójkę, pod prysznicem aby minimalizować straty. Więc gdy luźne kupy wypełniały kolejne pieluchy, a kupka z czystymi spodniami w szafie malała w zastraszającym tępie zaczęliśmy błogosławić decyzję o rezygnacji z tej pięknej idei wychowywania dziecka na pieluchach tetrowych. Punktem kulminacyjnym był postój na autostradzie gdzie Marcin załatwił wszystkie ciuszki jakie na sobie miał. Na szczęście mieliśmy gdzieś zachomikowane mokre chusteczki pod siedzeniem, bo musielibyśmy wycierać mu tyłek pod lodowatą wodą używając szarego papieru toaletowego.

Jakie więc wnioski wyciągnałem po tych dwóch tygodniach chorowania:

  • Jak mawia klasyk:
Ślachetne zdrowie, 
Nikt się nie dowie, 
Jako smakujesz, 
Aż się zepsujesz
  • Nie ważne jest czy Doustny Płyn Nawadniający spełnia rekomendacje towarzystw naukowych albo czy jest izoosmolarny. Najważniejsze jest czy jest smaczny bo przecież dziecko musi go wypić
  • Dobrze jest zainwestować w porządny probiotyk i obstawić nim całą rodzinę gdy tylko pojawią się pierwsze objawy choroby
  • Z dietą należy być naprawdę ostrożnym i lepiej się trochę pogłodzić niż dzień dłużej umierać w łóżku
  • Lekiem który bardzo dobrze sprawdza się w biegunce u dzieci jest Hidrasec. Podczas mojego stażu na pediatrii obstawione były nim wszytskie dzieci z jelitówką, więc bez zastanowienia wypisałem go Marcinkowi gdy tylko zaczął chorować.
  • Szczepienia przeciwko rotawirusom potrafią ochronić dziecko przed jelitówką jednak nie jest to jedyny sprawca nieżytów żołądkowo-jelitowych, więc nie gwarantują one niezachorowania
  • Domowe sposoby takie jak Coca-Cola czy orzechówka choć nie są EMB (medycyną opartą na dowodach) też działają
  • Zawsze, ale to zawsze mieć przy sobie czystą pieluchę i mokre chusteczki
  • Boże błogosław twórce pieluch jednorazowych!

 

źródło zdjęcia: pixabay.com

Zostaw Komentarz