Isonasin Septo – jak torturować własne dziecko

wpis w: Zdrowie | 4

Praktykując w przychodni lekarza rodzinnego, często spotykam przedstawicieli handlowych firm farmaceutycznych. Reklamując swoje produkty, zawsze zachwalają je pod niebiosa. Oczywiście każda pliszka swój ogonek chwali, ale czasem można wyciągnąć kilka ciekawych uwag z tych prezentacji.

Jednym z produktów, które w ten sposób podłapałem jest Isonasin septo. Jest to roztwór do płukania noska dla dzieci w trakcie kataru. Zawiera sól fizjologiczną (czyli 0.9% roztwór chlorku sodu), wyciąg z tymianku oraz miedź. Tymianek wykazuje działanie bakteriobójcze, miedź zaś wspomaga mechanizmy obronne śluzówki nosa. Preparat występuje w postaci 5ml jednorazowych ampułek. Przy użyciu jednej takiej ampułki płuczemy obie dziurki nosa. Byłem zaciekawiony tym preparatem, jednak podszedłem do tego z rezerwą. Ponieważ ostatni katarek trochę się nam przeciąga, a nie chcemy nadużywać Nasivinu, postanowiłem przejść się do apteki i wypróbować ten „specyfik”.

isonasin_septo

Po zapoznaniu się ze sposobem podawania sugerowanym przez producenta zacząłem się zastanawiać. Miałem położyć Marcinka na wznak, skręcić jego główkę w jedną stronę i następnie podać preparat do nosa… Oczywiście dziecko było już po inhalacji, więc delikatnie to ujmując… nie był w dobrym nastroju. Więc do wykonania tej procedury musiałem go przytrzymać. Co mnie tak bardzo zaniepokoiło?

Waterboarding to tortura polegająca na wywołaniu w torturowanym uczucia topienia się. Była ona stosowana w tajnych więzieniach CIA. Praktyka ta jest zakazana prawem międzynarodowym. U ofiar mogą występować silne zaburzenia psychiczne.

„Skrępowanego więźnia przywiązuje się do ławki przechylonej pod kątem 10–20 stopni. Jego głowę umieszcza się poniżej poziomu stóp, twarz przykrywa się celofanem, mokrą lub suchą szmatą, a następnie polewa się wodą. Więzień zaczyna się dławić i kopać nogami. Poddany tej torturze odnosi wrażenie, że dusi się i tonie. Utonięcie nie następuje dlatego, że dzięki przechylonej sylwetce woda nie spływa do płuc, pozostając cały czas w gardle, ustach i zatokach.” (źródło: wikipedia.org)

Prawie jak opis stosowania Isonasin’u.

Preparat jest bardzo skuteczny. Po jednej aplikacji dziecko spokojnie mogło oddychać przez nosek zasypiając. Jednak póki nie podrośnie nigdy więcej nie użyje takiej metody „leczenia”. Wystarczy mi stresu związanego z odsysaniem nosa i inhalacjami. Tymczasem będę to stosował dla siebie, bo naprawdę pomaga.

4 Odpowiedzi

  1. Pozdrawiam Pana Doktora. Znalazlam link do Pana strony na kafeterii. Mieszkam w Szkocji. Moj maz jest anglikiem. Mamy dwuletnia coreczke, ktora chodzi do zlobka i co chwilka przychodzi do domu przeziebiona, raz mniej raz bardziej. W Szkocji dzieciom w tym wieku lekarze nie doradzaja podawac nic poza paracetamolem lub imupromem. Kiedy pytam tu lekarza o zielony katar odpowiedz jest zawsze taka sama, ze to samo przejdzie. Jestem troche w tym zagubiona bo moj maz podziela zdanie lekarzy bo sam tak byl wychowywany. Ja z kolei martwie sie kiedy przeziebienie trwa calymi tygodniami i chcialabym malej ulzyc. W koncu oczywiscie jej przechodzi. Czy my w Polsce przesadzamy z lakarstwami?
    Prosze sobie wyobrazic, ze u mnie w pracy (jestem geofizykiem i pracuje z ludzmi wyksztalconymi) prawie nikt nie ma termometru w domu i dzieciom nikt nie mierzy temperatury. Moi najblizsi wspolpracownicy byli zdziwieni kiedy im powiedzialam ze moja corka miala 39.5 stopni i pytali skad ja wiem ze miala taka goraczke. Ja nie zartuje. Oni maja male dzieci i te dzieci chodza do zlobkow/przedszkoli. Probuje znalezc banas w tym wszystkim ale jakos nie potrafie. Co Pan o tym mysli?

  2. to prawda, my Polacy jesteśmy narodem lekomanów, jednak nie wiem, czy to aż takie złe. Jeśli boli mnie głowa lub mam katar to szukam sposobu, aby ulżyć sobie w dolegliwościach. Zawsze można czekać, aż choroba przejdzie sama, jednak czasem takim „czekaniem” możemy pogorszyć sprawę. Oczywiście nie musisz zupełnie się zamartwiać każdą infekcją, która spotka Twoje dziecko. Twoja córeczka ćwiczy teraz swój układ odpornościowy. Więc takich infekcji czeka Was jeszcze troszkę. Dlatego sugerowałbym znalezienie złotego środka między bagatelizowaniem jej dolegliwości a nadmiernym zamartwianiem się kochającej Matki. Angielski system relacji rodzic-dziecko nie jest idealny i myślę lepiej trzymać się postawy Matki Polki:)
    Nie dziw się, że Twój mąż tego nie rozumie — został on wychowany w innej kulturze, ale lepiej chyba dorastać w atmosferze czułości, opiekuńczości i poczuciu zaangażowania rodzica niż w duchu „radź sobie sam”. Tylko pamiętaj, aby nie być nadopiekuńczym:)
    PS. „Panem Doktorem” jestem w szpitalu, tu występuje prywatnie więc mów mi po imieniu:)

  3. Dziekuje za odpowiedz Wlodek.
    Szukam tego zlotego srodka od kiedy moja mala sie urodzila 🙂 i musze przyznac ze jest bardzo ciezko 🙂
    Bede zagladac na ta strone czesciej. Pozdrawiam

  4. Wierz mi lub nie, ale dokładnie wiem o co Ci chodzi:)
    Bardzo mi miło!

Zostaw Komentarz