04/07/2016

Jest godzina 23. Dokładnie rok temu miało miejsce najwspanialsze wydarzenie mojego życia. Ten dzień był wyjątkowo długi i obfity w wydarzenia, które miały zupełnie zmienić moje postrzegania świata. I choć byłem świadomy tego jak wiele zmian pojawi się w moim życiu, to z perspektwy tych 12 miesięcy , mogę smiało powiedzieć że widziałem tylko wierzchołek góry lodowej. Ale wrócmy do początku

 

Gdy obudziłem się rano wiedziałem, że będzie to wyjątkowy dzień. Dzień w którym na uroczystości absolutoryjnej złożę przyrzeczenie lekarskie i otrzymam tytuł lekarza medycyny. Ciężko pracowałem na ten dzień przez 6 lat studiów, wcześniej 3 lata liceum. Ale nie czułem się tym specjalnie podekscytowany. Wiem, że wiele osób dałoby bardzo dużo żeby być w moim miejscu. Ale ja byłem pełen rozterek. Moja Ukochana była w 9 miesiącu ciąży. Pod sercem nosiła Naszego Syna. Sam jestem lekarskim dzieckiem, więc dobrze wiem, iż nie jest to dzieciństwo usłane różami. I właśnie tego najbardziej się bałem. Jakim ojcem będę? Jakim mężem? Czy nie będę zaniedbywał rodzinnych obowiązków? Czy najważniejsze momenty dzieciństwa Marcinka oglądać będę tylko na zdjęciach przesłanych mi przez Ukochaną MMS-em? W mojej głowie kłębiły się takie myśli. Ale to nie był pierwszy moment gdy zwątpiłem w obraną przeze mnie drogę życiową. W końcu co człowiek o życiu wie mając 19 lat(wciąż wiem o nim niewiele,ale wtedy był to wybór dokonywany zupełnie po omacku)? I wtedy, gdy  wypowiadałem każde słowo Przyrzeczenia wątpiłem coraz bardziej. Ale wiedziałem, że jest to dzień dla mnie wyjątkowy. Kończył się pewien etap. Specjalnie przyjechali do mnie moi Rodzice, Teściowie. Moja Ukochana, choć na dworze temperatura była daleka od tej optymalnej dla ciężarnej, będąc w 39 tygodniu ciąży założyła obcisłą sukienkę, dwunastocentymetrowe szpilki, umalowała się. Zrobiła wszystko, by w tym dniu wyglądać dla mnie obłędnie. I choć na sali w Rektoracie Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego było tyle ludzi, że nie było nawet miejsc stojących, a klimatyzacja nie dawała już rady schłodzić powietrza wewnątrz sali godzinę przed rozpoczęciem uroczystości gdy jeszcze większość gości nie dotarła, Ona dzielnie znosiła dla mnie wszystkie te trudy. Do końca życia nie zapomnę Jej promiennego uśmiechu gdy wyszedłem do niej ubrany w togę Absolwenta z dyplomem w ręku. To prawda, często mówi się, że kobieta w ciąży kwitnie jak najpiękniejszy kwiat, ale to nie był nawet ułamek tego jak wtedy wyglądała moja Ukochana. Bo choć była naprawdę wykończona gorącem jej oczy błyszczały bardziej niż pierścionek zaręczynowy z diamentem, który założyłem jej na palec ponad rok wcześniej. Sukienka pięknie podkreślała jej okrąglutki brzuszek, a gdy w swoich szpileczkach stawała tyłem, nikt by nie zgadł, że już niedługo urodzi. Po Absolutorium wybraliśmy się do naszej ulubionej restauracji na obiad, po którym wróciliśmy do mieszkania moich Rodziców w którym ostatnie miesiące moich studiów mieszkaliśmy. Nasi ojcowie pojechali na rowery, Ona z Mamami wyskoczyła na zakupy. Ja wykończony upałem, trudami ostatnich egzaminów postanowiłem zostać w domu, by się zdrzemnąć. Jakbym w głębi serca przeczuwał, że choć kwadrans snu może okazać się krytyczny przed nadchodzącą nocą. Zasiedliśmy do biesiady w trakcie której mieliśmy uczcić mój akademicki sukces i nadchodzące powiększenie się naszej rodziny. Nikt nie spodziewał się, że to drugie nadejdzie tak szybko. Nawet mój Ojciec, ten który ma zawsze rację (zwłaszcza gdy jej nie ma!) upierał się, że jeszcze co najmniej tydzień do rozwiązania. A cieszył się takim autorytetem(mimo, że nie jest położnikiem), że gdy oznajmiłem mojej Ukochanej, iż ma regularne skurcze i właśnie zaczyna rodzić, nikt nie chciał wierzyć moim słowom. Nawet moja Najdroższa upierała się, że nas wyśmieją na Izbie Przyjęć gdy przyjedziemy do porodu, bo przecież “Tata powiedział, że jeszcze tydzień.” Nie umyła włosów, nie zabraliśmy spakowanej wcześniej torby z rzeczami dla Marcinka. Nawet zdążyła się pół godziny wcześniej najeść groszku. Kiedy udało mi się przekonać Ją do wyjazdu, nasze Mamy postanowiły jechać z nami, bo przecież takiej imprezy nie można przegapić. A nasi Ojcowie zostali oglądając mecz polskich siatkarzy, bo “przecież brzuch jest wysoko, na pewno jeszcze nie urodzi”. Gdy trafiliśmy w końcu do szpitala, po wykonaniu KTG i badaniu ginekologicznym w końcu ktoś potwierdził moją pierwszą diagnozę jaką postawiłem jako świeżo upieczony lekarz: ma pani 4cm rozwarcia, będzie pani rodzić.

4 godziny poźniej na świat przyszedł Marcinek. Poród nie był długi, a skurcze szły jeden za drugim, więc nawet znieczulenie o które poprosiliśmy nie zdążyło zacząć działać. Gdzieś koło 2 w nocy położna wyprosiła mnie z sali na czas badania ginekologicznego. Zaproponowała też Mojej Ukochanej żeby przyszła do niej Mama. Te poł godziny kiedy mnie przy niej nie było, to było chyba najgorsze chwile w życiu. Oczywiście z bólem porodowym nie da się konkurować, ale emocje które mną wtedy targały zostawiły piętno do końca życia. Każdy mówi o trudach porodu, Matka Natura także pomyślała o kobietach rodzących. Organizm produkuje wtedy ogromne ilości hormonów, które mają za zadanie ulżyć ciężarnej, współczesna medycyna także dodaje do tego koktajlu kilka swoich wynalazków. Ale nikt nie myśli o tym co czuje mężczyzna stojący obok Miłości Swojego Życia, która zwija się z bólu. My faceci jesteśmy zadaniowcami, mamy rozpalić ognisko, zbudować szałas, upolować kolację, obronić przed drapieżnikiem. Matka Natura nie przygotowała nas na takie sytuacja. Kiedy ktoś kogo kochamy ponad własne życie cierpi tak bardzo, a my nie potrafimy nic z tym zrobić, ta bezradność jest powalająca. To tak jakby podłączyć nas do napięcia 200 000 V. Jak rażenie piorunem, tylko zamiast trwać kilka milisekund trwa kilka godzin. Nie wiem czy inni faceci tak mają, każdy z nas chce być macho i nie opowiada o swoich przeżyciach wewnętrznych. Może ja jestem po prostu zbyt empatyczny. Ale w chwili, gdy moja Najdroższa cierpiała tak bardzo a ja nie mogłem nic z tym zrobić, ba nawet mnie przy niej nie było, bo zostałem wyproszony przez położną, myślałem że eksploduje. Każda moja komórka wpadała w taki rezonans, że myślałem że zacznę zaraz lewitować. Ból który przeszywał każdy atom mojego ciała był nie do zniesienia. Łzy płynęły mi do oczu rwącą rzeką i nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Najchętniej bym kogoś dotkliwie pobił, bo mój układ adrenergiczny wykazywał aktywność zbliżoną do reaktora jądrowego, ale wiedziałem że nic to Jej nie pomoże. Ale gdy w końcu mogłem do Niej znów pobiec, wziąć ją za rękę, szepnąć na ucho jak bardzo ją kocham, cała złość ustąpiła. Znów ją miałem przy sobie. I do dziś zadaję sobie pytanie: “kto kogo bardziej potrzebował tej nocy?”. Więc wyobraź sobie jak szczęśliwy byłem, gdy mogłem przeciąć pępowinę. Ta symboliczna czynność dała początek nowemu rozdziałowi w moim życiu. W ciągu 24 godzin stałem się lekarzem i ojcem. W ciągu 24 godzin przeszedłem od obietnicy pomocy obcym, poświęcania się dla drugiego człowieka niezależnie od rasy czy zasobności jego portfela do całkowitego oddania się tej małej istotce. W ciągu 24 godzin z dziecka zarówno na płaszczyźnie zawodowej jak i prywatnej musiałem wydorośleć. Bo tak jak tytuł lekarza medycyny zobowiązywał mnie do pewnego schematu zachowań, to bycie ojcem jest jeszcze większym obowiązkiem. Jak ja teraz pogodzę te dwie tak różne role?